Prof. Zdzisław Krasnodębski

Poseł do Parlamentu Europejskiego

❬ Wstecz

Prof. Krasnodębski: Odsuwana od władzy oligarchia chce pobudzić opinię zagraniczną do interwencji w Polsce

Panie Profesorze chciałbym na początku zapytać o skargi, jakie kierują do Parlamentu Europejskiego polscy politycy (Władysław Kosiniak-Kamysz, Ryszard Petru, Grzegorz Schetyna), którzy uważają, że mamy w Polsce kryzys konstytucyjny wywołany przez Prawo i Sprawiedliwość oraz prezydenta. Czy to są sprawy, którymi powinna interesować się Bruksela?
 
Oczywiście to jest decyzja tych panów, którzy tę skargę chcieli wnieść – a mówiąc dokładnie pobudzić europosłów, by złożyli odpowiednie zapytanie do Komisji i przeprowadzili debatę na temat Polski w czasie sesji plenarnej. Oni powinni się zastanowić nad tym, czy faktycznie mamy do czynienia w Polsce z kryzysem konstytucyjnym. Na razie jednak się powstrzymali.
 
A mamy kryzys konstytucyjny?
 
Moim zdaniem nie. Nic się takiego nie dzieje, co mogłoby powodować, że w tak dramatycznej formie, należy prosić o pomoc Parlament Europejski. Natomiast od czasu do czasu w PE takie debaty się odbywają. Ostatnio z inicjatywy posłów do PE rozmawialiśmy o tym co dzieje się na Węgrzech. Na mocy Traktatu Lizbońskiego Komisja możne sprawdzić, czy jakiś kraj członkowski nie narusza podstawowych zasad demokracji, jednak od samego wystąpienia o taką debatę, do jej faktycznego odbycia się, a potem rozpoczęcia procedury sprawdzania jest bardzo długa droga i raczej bym się tym nie przejmował.
 
Takie zachowanie posłów, jak skargi na Polskę, to jest faktyczna troska o dobro Ojczyzny, czy tylko polityczna gra?
 
Mamy do czynienia z toczącą się kampanią, łącznie ze sławetnym programem CNN, w którym pokazano Polskę w bardzo złym świetle, a okazało się, że prowadzącym jest kolega Radosława Sikorskiego. Podobnie jest w przypadku artykułu, który ukazał się w dzienniku „Berliner Zeitung”, gdzie stwierdzono, że rządy Prawa i Sprawiedliwości są groźniejsze dla Europy niż Państwo Islamskie. Staramy się uświadomić w Parlamencie Europejskim kolegom posłom, że tym głośno krzyczącym polskim politykom i publicystom, nie chodzi o obronę demokracji, ale obronę oligarchii w Polsce.
 
Szef Rady Europy zasugerował, że prezydent Andrzej Duda powinien wykonać wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a jego słowa ochoczo podłapały media mainstreamowe. Czy to nie zachodzi już za daleko – takie nakazywanie czegoś prezydentowi suwerennego państwa?
 
Szef Rady Europy nie może niczego nakazywać polskiemu prezydentowi. Polska jest członkiem tej organizacji międzynarodowej. Wszelkie uprawienia tego ciała wobec Polski wynikają z członkostwa w nim, a wszystko jest zapisane w traktatach i umowach, które podpisaliśmy. Reguły się liczą, należy jednak pamiętać, że zawsze liczy się te siła polityczna i interesy. Warto odnotować, że Rada Europy nie zdecydowała się wykluczyć Rosji. Czyli podobnie jak nasz sławetny Trybunał Konstytucyjny nie jest to ciało dziewiczo – apolityczne, wręcz przeciwnie, jak mogliśmy się przekonać. Andrzej Rzepliński to w gruncie rzeczy polityk obozu poprzednio rządzącego. Zaznaczmy, że przedstawiciele Unii, mimo zachęt ze strony polskich mediów, zachowują daleko idąca wstrzemięźliwość. Słyszałem np. wypowiedź komisarza Oettinger, którego możemy nazywać unijnym urzędnikiem i wypowiadał się bardzo powściągliwie o sytuacji w Polsce.
 
Całą rozmowę można przeczytać na stronie http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/3020-prof-krasnodebski-odsuwana-od-wladzy-oligarchia-chce-pobudzic-opinie-zagraniczna-do-interwencji-w-polsce20

Formularz kontaktowy


Wyślij kopię wiadomości na mój adres e-mail


*Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe do wypełnienia