Prof. Zdzisław Krasnodębski

Poseł do Parlamentu Europejskiego

❬ Wstecz

Krasnodębski: Brexit może być dla Unii pozytywnym wstrząsem

Niemal wszyscy polscy politycy deklarują, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie dla Polski i samej Unii niekorzystne. Pan, zdaje się, nie jest tego taki pewien. Nie obawia się pan, że koszty Brexitu – zarówno gospodarcze jak i polityczne – mogą okazać się dla nas zbyt wysokie?
 
Prof. Zdzisław Krasnodębski, europoseł PiS: Koszty Brexitu bardzo trudno ocenić. W jednym z ostatnich numerów „Financial Times” kwestionował rządowe wyliczenia kosztów gospodarczych, które miały przekonać Brytyjczyków do pozostania w Unii. Ja nie wierzę w ekonomię jako naukę ścisłą i nie przypisuję sobie możliwości poznania absolutnej prawdy, jak premier Marek Belka czy minister Balcerowicz, których neoliberalna „prawda” staje się zresztą coraz bardziej anachroniczna. Głos Brytyjczyków za pozostaniem w Unii także oznacza koszty polityczne – również dla nas. Kiedy zaczęły się negocjacje między Wielką Brytanią i Unią Europejską, spotykaliśmy się z naszymi brytyjskimi kolegami, między innymi z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych. Początkowo wyglądało na to, że Brytyjczykom chodzi o reformę Unii, o to, żeby to była Unia bardziej licząca się z suwerennością jej państw członkowskich. Ale potem coraz bardziej okazywało się, że nie chodzi o reformę Unii, tylko o wynegocjowanie pewnych wyjątków, „opt-outów” i ustępstw Unii wobec Zjednoczonego Królestwa. Jak tłumaczył to nam szef MSZ, Brytyjczycy zakładają, że Europa kontynentalna, zwłaszcza strefa euro, będzie dalej się integrować, natomiast Wielka Brytania chce pozostać w Unii, ale jednocześnie nie podlegać pewnym mechanizmom. Zatem nadzieje na reformy nie zostały spełnione. Teraz jeśli Brytyjczycy pozostaną, to pewnie wynegocjują sobie własne, bardziej autonomiczne zasady członkostwa i tak naprawdę nic się nie zmieni, pętla integracyjna jeszcze się zacieśni. Bruksela będzie jeszcze bardziej ograniczać możliwość działania państw członkowskich, a tym samym demokrację. Jeżeli natomiast opowiedzą się za Brexitem, to może być wstrząs, który da impuls do zmian i przyniesie pozytywne skutki.
 
Podobnie uważają niektórzy zwolennicy bardziej federalnej UE, jak były doradca Helmuta Kohla Horst Teltschik. Podczas Wrocław Global Forum mówił, że cieszy się z kryzysów – ale dlatego, że stanowią one okazje do większej integracji…
 
– Ale ten kryzys nie prowadziłby, mam nadzieję, do dalszej integracji, lecz do integracji słabszej, i zarazem mądrzejszej. Obecne kryzysy wymagają innej odpowiedzi niż rytualne wezwania do dalszej integracji. Horst Teltschik jest przedstawicielem pokolenia, które myśli kategoriami lat 90. Dziś jednak wiemy, że integracja nie wyklucza dominacji niektórych państw. Bardzo często retoryce unijnej towarzyszy bezwzględna realizacja interesów własnego kraju. Niezwykle charakterystyczne jest zresztą to, że kiedy na mój wniosek organizowaliśmy w Parlamencie Europejskim debatę na temat Nord Stream 2, właściwie wszyscy mówcy, z różnych frakcji – także Niemcy – krytykowali ten pomysł. Ale, co ciekawe, w żadnym medium niemieckim nie znalazła ona swojego odbicia. Ani jednej wzmianki.
 
Skoro Teltschik jest przedstawicielem starego myślenia o Unii, to czy w takim razie pan i ruch, który pan reprezentuje, uważacie się za awangardę nowego podejścia?
 
– Jesteśmy realistami – widzimy Unię i Europę taką, jaką jest, a nie jaką się przedstawia w utopijnym „projekcie europejskim”. Wyrażamy realne nastroje polskiego społeczeństwa. Nie jesteśmy ani antyeuropejscy, ani antyunijni. Sądzę – i tak uważa też Prawo i Sprawiedliwość – że Unia to związek państw narodowych i powinna nim pozostać. Niemcy są na przykład bardzo „prounijni” w swojej retoryce, ale tam gdzie wchodzą w grę ich interesy narodowe, jak w przypadku Nord Streamu, to praktyka jest inna.
 
Losy Nord Stream 2 nie są jednak jeszcze przesądzone
 
– Tak, ale sam fakt, że niemieckie media nie informują opinii publicznej, o czymś świadczy. Zresztą można wiele takich spraw wyliczać. Tyle się mówi o sprawie Trybunału w Polsce, a na przykład niemiecki Trybunał Konstytucyjny w 2014 roku stwierdził, że niemieckie media publiczne, szczególnie ZDF, są za bardzo upolitycznione. I dotąd nic się w tym względzie nie zmieniło. Nadal na czele rady zarządzającej ZDF stoi polityk CDU – Komisja nigdy nawet się o tym nie zająknęła. Przynależność do Unii nigdy nie ograniczała ambicji mocarstwowych Francji czy, zwłaszcza ostatnio, Niemiec. Niedawno opublikowany została przez niemiecki Urząd Kanclerski, Ministerstwo Obrony i MSZ dokument, w którym jasno mówi się, o zmianie roli Niemiec, że Niemcy chcą być „Gestaltungsmacht”, mocarstwem kształtującym świat, chcą kreować sytuację w świecie. I do tego potrzebna jest im Unia Europejska. Niemcy są krajem, który – w przeciwieństwie do słabnącej Francji, do Włoch czy Hiszpanii- odniósł największe korzyści z tych wszystkich procesów, które w ostatnich 20 latach nastąpiły w Unii. Więc nic dziwnego, że są zwolennikiem większej integracji. Ona nie zmniejsza, lecz zwiększa ich suwerenność, rozumiana także jako możliwość narzucania innymi swojej woli. Tylko że nie do końca się to pokrywa z głosem społeczeństw europejskich. Gdziekolwiek się w Europie nie pojedzie, wszędzie słychać głosy niezadowolenia i rozczarowania Unią. W krajach południowoeuropejskich jest to protest lewicowy, albo jak w naszej części Europy – wyraża się on w ruchach socjalnokonserwatywnych. Ale źródło niezadowolenia jest to samo i takie samo jest poczucie możliwości podejmowania demokratycznych decyzji.
 
Cała rozmowa dostępna jest na stronie: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Krasnodebski-Brexit-moze-byc-dla-Unii-pozytywnym-wstrzasem,wid,18373088,martykul.html

Formularz kontaktowy


Wyślij kopię wiadomości na mój adres e-mail


*Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe do wypełnienia